| K. Iłłakowiczówna, Nie-kolęda |
|
Nie wyjdzie z tego kolęda. Obcy przybłęda szedł, i nic nie wart był, i nic już nie chciał, zużyty, ot, na kształt wiechcia... Słońce czy deszcz — było mu wszystko jedno: niczym, nikogo nie jednał, i nikt mu nic dać nie mógł ani też odebrać. Ot, żebrak. Tak szedł... I w szalejącą grudniową zawieję trafił, choć mu o to nie szło, nie do aresztu, ale do Betlejem. Tam wśród aniołów śpiewania i bydlątek ryku obok pastuchów przystanął w kąciku i patrzył na Dzieciątko, patrzył, ludzie moi, i pewnie, gdy to piszę, dotychczas tam stoi, wpatrzony i wsłuchany — jak jak! — i jak ja zapomniał kolęd. |